Crowdfunding udziałowy: Czy chciałbyś zostać udziałowcem?

Jak wiecie jestem właściwie na finiszu prac związanych z moim startupem. Im głębiej siedzę w świecie startupów tym bardziej dociera do mnie, że jestem już trochę dinozaurem biznesu i zaczynam czuć się staro ;) chociaż nie mam jeszcze 35 lat.

„Za moich” (młodszych) lat, nie zakładało się startupów, zakładało się firmy. Takie pojęcia jak crowdfunding udziałowy nie istniały w powszechnej świadomości, co najwyżej można było wziąć kredyt, a dotacje dla nowo powstających firm były dziewiczym terenem – eksplorowanym przez wąskie grono wtajemniczonych w papierologię…

Czym właściwie jest crowdfunding?

Crowdfunding – określenie to pochodzi z języka angielskiego i stanowi połączenie dwóch słów: Crowd – tłum i Funding – finansowanie.

W pierwszej kolejności pomysłodawca danego projektu musi przedstawić swój pomysł szerokiemu gronu odbiorców. W internecie funkcjonuje wiele serwisów, które udostępniają każdemu możliwość publikacji swojego projektu, a także pełnią funkcję pośrednika w zbieraniu pieniędzy na ten cel. Gama finansowanych w ten sposób projektów jest ogromna – od gier planszowych i komputerowych, przez rozmaite książki, wydawnictwa i albumy muzyczne, po gadżety elektroniczne.

Jeśli śledzisz blog to wiesz że sam zaangażowałem się w pomoc przy jednej takiej akcji publikując informację na temat PetsOnBoard.

Z upływem czasu, crowdfunding ewoluował i przeniósł się również do świata biznesu i inwestycji – gdzie zakotwiczył się pod nazwą crowdfunding udziałowy. Jest to metoda finansowania przedsięwzięć, w której grupa internetowych inwestorów otrzymuje udziały w przedsiębiorstwie w zamian za wsparcie pieniężne.

Zanim crowdfunding udziałowy przedarł się do świadomości społecznej, głównymi beneficjentami największych zysków z inwestowania w startupy we wczesnej fazie rozwoju, było elitarne, wąskie grono funduszy venture capital i inwestorów prywatnych z dużym kapitałem (tzw. aniołowie biznesu). Crowdfunding udziałowy stał się więc niemałą rewolucją – taka forma inwestowania nigdy wcześniej nie była dostępna dla zwykłych ludzi.

O ile zbieranie pieniędzy na jakiś konkretny cel w ramach tradycyjnego crowdfundinu jest w miarę proste, o tyle startupy potrzebują znacznie większego finansowania i pozyskanie środków może trwać znacznie dłużej.

Niektóre serwisy crowdfundingowe oferują zbieranie środków w modelu „co zebrałeś to Twoje”. Nie rozwiązuje to jednak problemu dużych kwot – gdy wartość naszego przedsięwzięcia wyceniana jest w milionach złotych. Aby uzyskać skalowalność procesu zbiórki, pomysłodawcy decydują się na stopniową sprzedaż udziałów, np. oferując tylko kilka procent udziałów w firmie podczas jednorazowej akcji w serwisie crowdfundingowym. Nie jest niczym nadzwyczajnym, że pomysłodawca wystawia na sprzedaż tylko 5% udziałów w firmie. Wartość tych 5% może być różna – jednakże są to raczej kwoty rzędu od kilkuset tysięcy złotych do kilku dziesięciu milionów w zależności od skali przedsięwzięcia.

Gdy zbiórka zakończy się pomyślnie – następuje realizacja projektu. Osoby które zdecydowały się wesprzeć dany projekt w ramach tradycyjnego crowdfundingu, otrzymują nagrodę, np.: książkę, płytę, voucher, grę lub gadżet. Jeśli kwota wsparcia jest symboliczna lub jest to akcja charytatywna, otrzymują podziękowania. W tym miejscu relacja pomiędzy pomysłodawcą i osobą wspierającą się kończy.

Inaczej jest w przypadku crowdfundingu udziałowego. Wspierając finansowo dany projekt stajesz się inwestorem, a także udziałowcem (nabywasz część przedsiębiorstwa).

W tym przypadku relacja pomiędzy pomysłodawcą, a osobą wspierającą może trwać latami lub nie skończy się nigdy bo nabywając udziały inwestorzy nabywają również prawo do otrzymywania dywidendy.

Piszę o tym wszystkim, aby zapytać Cię, co ty myślisz o takiej formie inwestowania? Sam zastanawiam się równocześnie czy wykorzystać crowdfunding udziałowy i sprzedać część udziałów w nowo powstającej spółce LTD, zapewniając jednocześnie mojemu startupow „paliwo rakietowe” do znacznie szybszego rozwoju.

Zastanawiam się również, czy wolałbyś nabyć udziały w firmie regularnie płacącej dywidendę, czy liczyłbyś bardziej na kosmicznie ponadprzeciętne stopy zwrotu, które można uzyskać po IPO?

Nie podjąłem jeszcze decyzji czy mój startup będzie szukał tego typu finansowania (sam go finansuję), ale rozważam taką możliwość (aby uzyskać znacznie szybciej efekt skali). Zapraszam do dyskusji.

Napisz komentarz:

  1. Mi pomysł się bardzo podoba tylko nie wiem gdzie szukać takich ofert. Z wyceną potencjału i ryzyka raczej nie miałbym problemu. Obecnie w Niemczech chyba jest najwięcej takich startupów.

    1. W Polsce chyba najbardziej znany serwis z takimi ofertami to beesfund. Zastanawiam się jakimi kryteriami kierujesz się przy wycenie potencjału i ryzyka?

  2. Ja uważam to za bardzo dobry pomysł :) jedyne co mnie dotychczas powstrzymuje od takich inwestycji to fakt że ciężko stwierdzić czy biznes wypali czy nie. Często jest to też kwestia wyceny: start-up nie może być zbyt drogi. Podam przykład: cały pomysł może być wart milion funtów co oznacza że 1% to £10 000. Ale jeśli te £10 000 ma przyspieszyć Twoją pracę dwukrotnie, a wystawisz tylko 1% udziałów to mało kto się zdecyduje. Natomiast gdy oddasz za tą kwotę 5-10% to już inna historia. Program „Dragon’s den” świetnie pokazuje jak się wycenia spółki. Jak ostatnio liczyłem to w przypadku działających biznesów zwrot ma nastąpić w max 3-4 lata (zakładając nie zwiększenie obrotów) w przypadku nowych biznesów to biorą co najmniej 20%.

    Wylicz ile potrzebujesz na przyspieszenie pracy i sprawdź czy oddasz za to ~25% firmy i czy inwestycja się zwróci z dywidendy przez max 5 lat – wtedy masz szansę na sukces w crowdfundingu. Albo uruchom program i dofinansowanie zdobądź na rozwój gdy będzie znana cena do zysku

    1. Wiesz, w przypadku inwestowania w statrupy to chyba bardziej kwestia wiary niż oceny potencjału czy realnej wyceny. W jaki sposób wycenić, coś co nie posiada wartości materialnej? Dajmy na to taki Facebook gdy był jeszcze kompletnie nie znany… Ja mam z tym wielki problem bo wiem że to co robię nie podlega wycenie w takiej klasycznej formie, dlatego skłaniam się ku temu że jeśli nawet uruchomię akcje crowdfundingową to powstanie poprostu nowa spółka będąca właścicielem części udziałów w startupie , ale ta nowa spółka będzie działała na zasadach synergii i będzie rozszerzała działalność startupu a jednocześnie będzie podlegała realnym wycenom bo będzie posiadała w swoim portfolio realnie wyceniane aktywa jak chociażby nieruchomości i udziały.

      Może brzmieć to nieco abstrakcyjnie, ale widzę w crowdfundingu udziałowym spory potencjał jak i wiele przeszkód chociażby w realnej wycenie pomysłu w fazie startupu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *