Czy jesteś minimalistycznym ćpunem?

Kiedy zaczynasz łączyć filozofię minimalizmu z oszczędzaniem, marką lub stylem życia, może zdarzyć się, że stracisz równowagę pomiędzy tym, co zdrowe i niezdrowe – tym, co racjonalne i skrajne.

Rozmawiając ze znajomymi, odnoszę czasami nieodparte wrażenie, że filozofia minimalizmu potrafi wyprowadzić na manowce i przekształcić się w coś naprawdę dziwnego – np. w formę minimalistycznego dziadowania…

Zgubna w skutkach może stać się również moda na minimalizm – czasem może wypaczyć sens racjonalnego gospodarowania pieniędzmi w stronę nadmiernego konsumpcjonizmu. Czy przypadkiem nie jest tak, ze konsumpcjonizm jest zaprzeczeniem minimalizmu?

Dziś chciałbym przedstawić Ci historie moich dwóch dobrych znajomych, którzy odpłynęli na tej fali chyba zbyt daleko – w dwie kompletnie różne skrajności z finansowego punktu widzenia… Imiona zostały zmienione – nie są to osoby z Polski, ale to nie ma chyba znaczenia. Pewne schematy zachowań są podobne dla większości ludzi na całym świecie – każdy z nas może mieć tendencję do popadania w skrajności. Pytanie tylko, co z tym zrobimy…

Piotr – minimalista z wyboru:

Piotr jest singlem, stał się minimalistą ponad rok temu. Piotr pracuje dużo więcej niż przeciętny człowiek, właściwie jego życie obraca się głównie wokół pracy.

Nigdy nie miał na nic czasu, a na pewno nie miał czasu na sprzątanie ;) Za każdym razem, gdy go odwiedzałem, w jego mieszkaniu widywałem stertę pudełek po pizzy (lub innego rodzaju szybkiego żarcia), gdzieniegdzie leżały jakieś puste butelki.

Tu i ówdzie kłębiły się ciuchy. Na półkach leżały dziesiątki zarośniętych kurzem pamiątek i różnych drobnych pierdółek, z których nigdy nie korzystał (wazony, świeczki itp.). Generalnie wszędzie było wszystkiego pełno.

Przeważnie nie kupował tego typu rzeczy, ot po prostu zbierały się przy różnych okazjach w ramach przyjmowania darów :) od przyjaciół i rodziny. Znamy to chyba wszyscy.

Pewnego razu pod wpływem książki (która sam mu zresztą poleciłem) stwierdził, że zrobi generalny porządek w swoim otoczeniu i życiu, bo jak stwierdził:

…cały ten bajzel zaczął mnie po prostu przytłaczać…

Zaczął wyrzucać i oddawać wszystkie graty, pozbył się nawet książek. Filozofia minimalizmu i posiadania 100 rzeczy spodobała mu się do tego stopnia, że pozbył się wszystkich mebli, w efekcie czego, mieszkanie stało się kompletnie puste.

mieszkanie-minimalistyObecnie jego przestrzeń nie wygląda już jak graciarnia – teraz jest czysto, biało, wręcz sterylnie – prawie jak na tym zdjęciu. Ma również nowe białe meble. Gdy któregoś razu zawitam do niego ponownie – to zrobię aktualne zdjęcie i wrzucę na bloga za jego pozwoleniem. Generalnie wszytko jest nowe i białe. 

Nie jestem fanem takiego designu i nigdy do czegoś takiego nie dążyłem, ale rozumiem że wielu osobom może się to podobać.

Ja sam, uwielbiam filozofię minimalizmu głównie z przyczyn praktycznych. Bardzo cenie sobie wygodę i oszczędność czasu przy pakowaniu pomiędzy ciągłymi podróżami. Jeszcze do niedawna mogłem spakować się z całym moim dobytkiem w jedną podręczną walizkę i plecak… Tego rodzaju minimalizm wymusił na mnie mój nomadyczny styl życia.

Wiele osób zapomina że w minimalizmie nie chodzi jedynie o to aby mieć jak najmniej rzeczy – chodzi o to, aby oczyścić własną przestrzeń z rzeczy zbędnych, aby w efekcie oczyścić również umysł i czuć się komfortowo we własnej przestrzeni.

Im mniej rzeczy mamy tym mniej czasu i uwagi musimy im poświęcać. Ja pozbyłem się swoich gratów z przyczyn praktycznych, większość z nich przejęła moja rodzina.

W pewnym sensie minimalizm może stać się również sposobem na życie i tak stało się właśnie z Piotrem. Zagłębiając się w świat bezkresnej bieli minimalizmu, przeszczepiał do swojego życia nowe pomysły, aby stać się jeszcze bardziej minimalistycznym.

Stwierdził że kocha ten styl życia ponieważ czuje się dzięki temu bardziej wolnym człowiekiem. Ze swoich obserwacji mogę stwierdzić że stał się zadowolonym z życia, pogodnym człowiekiem, ale nie sądzę jednak że wolnym…

Kiedy po dłuższej przerwie odwiedziłem go (pierwszy raz po tej zmianie) w pierwszej chwili zamurowało mnie z wrażenia. Zauważyłem że wydał na tę metamorfozę całkiem spore pieniądze. Skórzane markowe białe meble, granitowe podłogi, markowe sprzęty w stylu minimalistycznym – jak sam powiedział z uśmiechem na ustach, kosztowało go to łącznie prawie 200 tyś zł (wg. kursu GBP/PLN z dnia publikacji tego postu ;) )! Niestety spora cześć z tego na kredyt. Oczywiście znalazłem u niego również nowego MacBooka Pro, IPada i IPhone. Piotr popłynął w minimalizm na bogato!

Nie widzę nic złego w takim minimalistycznym „posh lifestyle”, w końcu każdy ma prawo żyć tak jak chce. Moją uwagę przykuło jedynie stwierdzenie:

…czuję się teraz bardziej wolnym człowiekiem…

Wolność można postrzegać na wiele sposobów, ale jestem pewny że poczucie wolności w jego przypadku nie ma nic wspólnego z realnym stanem wolności, a na pewno nie w wymiarze finansowym. W efekcie stał się niewolnikiem kredytu i przyjdzie mu słono płacić za poczucie wolności, które czerpie na minimalistycznym haju.

Przytaczam przykład Piotra ponieważ mam od tamtego czasu lekkiego kaca moralnego – to ja poleciłem mu filozofię minimalizmu. Co prawda sam podejmował wszystkie decyzje finansowe – nigdy nie twierdziłem że trzeba wydać majątek, aby stać się minimalistą – ale jednak gdzieś z tyłu głowy plącze mi się myśl, że może niepotrzebnie pokazałem mu tą drogę? Gdyby nie to, dziś pewnie siedziałby dalej w swoim zagraconym mieszkaniu i pewnie byłby bardziej wolnym człowiekiem pomiędzy stertą pudełek a rozrzuconymi ubraniami, niż jest obecnie jako minimalista – w sterylnej białej przestrzeni…

Paweł – minimalista z przymusu:

Pawła znam od kilku lat, wyjechał do UK (nie z Polski), ponieważ w jego kraju panuje ogromne bezrobocie. Do tego zadłużył się okropnie – głównie na cele konsumpcyjne. Problemy ze znalezieniem pracy zmusiły go do postawienia wszystkiego na jedną kartę. Za ostatnie pieniądze kupił bilet i opłacił sobie pokój w UK. Na szczęście szybko znalazł pracę.

Problemy finansowe zepchnęły go myślami w stronę minimalizmu. Z czasem zaczął zadawać sobie proste pytania:

  • Czy potrzebuję najnowszego modelu telefonu/komputera/telewizora?
  • Czy w ogóle potrzebuję telewizora?
  • Czy muszę nosić markowe ciuchy?
  • Czy muszę brać udział w wyścigu o najlepsze, najnowsze, najdroższe?

Na każde z nich odpowiedział NIE.

Nie mam częstego kontaktu z Pawłem – spotykaliśmy się kilka razy w ciągu kilku lat, ale przy każdym spotkaniu zauważałem u niego spore zmiany. Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, miał ogrom problemów finansowych, ale jednocześnie był pełnym energii i entuzjazmu młodym człowiekiem. Gdy spotkałem go ostatnio, miałem wrażenie, że rozmawiam z kimś zupełnie innym.

Obecnie Paweł nie ma już długów – pracował na ten stan bardzo ciężko. Poza pracą na etat łapał wszelkie możliwe prace dorywcze. Paweł nie ma smartfona, tabletu, zamiast tego ma jakiegoś starego laptopa i stary telefon z klawiaturą. Nie ogląda telewizji od ponad roku. Nie chodzi w markowych ciuchach. Kiedy musi coś kupić, kieruje się jedynie ceną – wybiera najtańsze. Nie wyjeżdża na wycieczki. Nie chodzi do kina. Nidy nie jada na mieście. Jak sam stwierdził, w ostatnim czasie urwał mu się kontakt z większością znajomych.

Przestał spotykać się ze znajomym w takich miejscach jak kawiarnie, restauracje czy puby. Pomimo że nie ma już długów, zarabia coraz lepiej, to nadal mieszka w wynajętym pokoju, bo jak twierdzi:

…chcę uniknąć efektu inflacji stylu życia…

Inflacja stylu życia polega na tym, że pomimo iż zarabiamy więcej, to nie bogacimy się, bo wydajemy proporcjonalnie więcej.

Co nowego u "konkurencji" ;)?

Zobacz: agregator blogów finansowych (i nie tylko finansowych...)

Gdy po raz ostatni spotkałem się z Pawłem, odniosłem wrażenie, że przez ostatnie kilka lat zmienił się nie do poznania. Z jego twarzy bije depresyjny smutek i całkowity brak chęci do życia. Jego forma minimalizmu i oszczędzania przyjęła najgorszą postać – dziadowania. Kiedy zapytałem go, po co ciągle pracuje tak ciężko i odkłada pieniądze – stwierdził:

…właściwie to nie wiem, ale może za 10 lat będę chciał kupić małe mieszkanie i nie chce brać kredytu, bo nie chce być kolejny raz niewolnikiem banków…

Paweł nie żyje – oczywiście nie dosłownie ;) – mam na myśli to, że nie korzysta z życia i planuje tak funkcjonować przez kolejnych 10 lat. Paweł odpłynął skrajnie w filozofię minimalizmu i oszczędzania. Gdzie doprowadzi go taka forma minimalizmu? Nie mam pojęcia, ale myślę, że jego życie będzie bardzo przygnębiające…

Dwie osoby – dwa skrajne sposoby na minimalizm. Z jednej strony szczęście pomimo braku wolności finansowej, z drugiej – smutek pomimo wyjścia z koszmarnych długów. Czy nie ma racjonalnego sposobu na uzyskanie wolności finansowej połączonej z filozofią minimalizmu?

Napisz komentarz:

  1. Kolega z pierwszego przykładu jest takim minimalistą, jak świnka morska odyńcem.

    Lans jest zaprzeczeniem minimalizmu. Lans z zapożyczaniem się by go osiągnąć jest szczytem tego zaprzeczenia. Koniec, kropka. Nie mieszajmy pojęć.

    1. Z finansowego puntu widzenia jest rzeczywiście takim minimalistą, jak świnka morska odyńcem :)

      Natomiast wg. ciągle modnego „standardu” posiadania małej ilości rzeczy to chyba jednak jest – ma ich wyjątkowo mało. Teoretycznie minimaliści chcą mieć mało rzeczy, ale dobrej jakości. Chociaż jak pewnie sam wiesz w przypadku Apple cena nie jest wyznacznikiem jakości… … ale większość osób ciągle nie zdaje sobie z tego sprawy.

      1. Na takie coś, taki lansik, ukułem dwa terminy: „niedzielny minimalizm” oraz „applemalizm”

        Wiesz, ja nie mam czerwonych oczu i piany z pyska na dźwięk słowa Apple, raczej denerwują mnie dziwne zachowania niektórych ludzi którzy „zainwestowali” w ten sprzęt, choć większość Applowców w moim otoczeniu jest normalna i fajnie się z nimi rozmawia o wspólnym hobby – sprzęcie.

        A tak w ogóle:

        – Wiesz jak się dowiedzieć czy nowo poznany znajomy jest Applowcem? Jak zapytać kulturalnie o to?
        – Nie pytaj, sam ci o tym powie w ciągu pierwszych 15 minut spotkania.

  2. Skrajne postawy, które doskonale jestem sobie w stanie wyobrazić w świecie rzeczywistym. Znam ludzi z obu tych „worków”, lecz nie nazywają siebie minimalistami. Raczej osobami lubiącymi dizajn, albo osobami oszczędnymi, które – tak jak to określiłeś – dziadują, by uzbierać na nieznaną sobie przyszłość.
    Osobiście jestem zwolenniczką korzystania z zarabianych pieniędzy, ale z rozsądkiem. Nie chcę wydawać na przedmioty, bo od roku (odkąd zaczęłam się nad tym zastanawiać) wiem, że one nie przynoszą mi wartości, tylko jej obietnicę. Potem nic sie nie dzieje, nie czuję się z nimi lepiej, ale chcę mieć ich więcej. Wolę wydawać na doświadczenia, przeżycia, wyjazdy. Chcę przeżywać przygody, które zapamiętam na całe życie. Sama wolę ofiarować w prezencie kupon do kina czy własnoręcznie zrobiony kosmetyk, niż kolejny gadżet, który zostanie odstawiony w kąt. Minimalizm to dla mnie samoświadomość, poznanie własnych potrzeb i tego, co nas kręci, czego w życiu potrzebujemy, a potem pielęgnowaniu swoich potrzeb w czasie, który odzyskamy, gdy przestaniemy dbać o przedmioty.

    1. Zgadzam się z tym komentarzem, z tym że coś dodam…. wg mnie „chłopak z pierwszego worka” nie jest minimalistą i zapewne minimalisty nawet w swoim życiu nie widział.

      Szpitalny design to szpitalny design, ale nie minimalizm.

      1. Ostatnio miałem nieprzyjemność odwiedzać szpitale w PL z powodu śmierci babci i powiem Ci że nawet w szpitalu jest mniej minimalistycznie niż w mieszkaniu tego kolegi.

    2. Osobiście uwielbiam tylko 2 kategorie prezentów
      – zużywalne (np. bilety, vouchery, kosmetyki itp)
      – inwestycyjne (np monety srebrne, jakieś kolekcjonerskie rzeczy jak np pióro wieczne z serii kolekcjonerskiej)

      Całej reszty pozbywam się w tempie ekspresowym…

  3. Do mnie minimalizm w ogóle nie przemawia. Fakt, jest to problematyczne przy przeprowadzce, ale nie zamierzam się więcej przeprowadzać ;) Kupuję i mam to co chcę i na co mam ochotę. Nie jest to rozbuchany konsumpcjonizm, natomiast przejście w drugą stronę – mowy nie ma ;)

    1. Myślę że, gdybym osiadł gdzieś na stałe to również nie byłbym już aż takim minimalistą, ale również nie popłynąłbym w skrajność typu rozbuchany konsumpcjonizm. Za bardzo lubię sztukę i design żeby zamieszkać w minimalistycznej przestrzeni. Generalnie minimalizm funkcjonuje u mnie z przyczyn praktycznych.

  4. O kurczę, faktycznie jakieś skrajności przedstawiłeś… Z drugiej strony, da się znaleźć skrajności wszędzie; na moim starym osiedlu był Anglik, który miał „hoarding disorder”, wolę nie myśleć, jakie mieli z nim życie sąsiedzi, bo dom i tylny ogród śmierdziały z odległości kilkunastu metrów…

    Minimalizm to przede wszystkim jakaś idea. A idea jest dobra, kiedy dopasujemy ją do siebie i weźmiemy z niej coś, co uczyni nasze życie lepszym. I tyle. Cała reszta to niepotrzebne bicie piany. Jakiś czas temu zapisałem się do kilku minimalistycznych grup, ale uciekłem stamtąd bardzo szybko – miało być lepiej, mniej i spokojniej, a zobaczyłem jakieś idiotyczne kłótnie, wyglądało to jeszcze gorzej niż na forach dla biegaczy ;-)

    Fajnie, że wróciłeś do blogowania! Wytrwałości!

    1. Wiesz… jeszcze odnośnie do skrajności… Odnoszę wrażenie, że świat i ludzie radykalizują się generalnie. Czasami mam wrażenie, że niektórzy, gdyby tylko mogli, wyskoczyliby z monitora, aby przywalić ;) komuś, kto ma odmienne zdanie…

  5. Oba przypadki to skrajności, ale oczywiście istnieje racjonalny sposób (i pewnie niejeden) na wypośrodkowanie. 100 rzeczy to bezsensowny mit ograniczający, tu liczenie nie jest ważne tak, jak obliczenia dochodów i wydatków i ich racjonalizowanie :)

  6. Jeżeli chodzi o minimalizm, to kiedyś usłyszałem jego najkrótszą „definicję”:

    Wszystko co posiadasz musi mieć cel.

    I wtedy polubiłem tę filozofię. Bo zacząłęm sie zastanaiwać „po co trzymam rzecz x” i bardzo często okazywało się, że nie ma żadnego celu. Po prostu przyzwyczajenie, nie chciało mi się wyrzucić „bo kiedyś może się przydać”. Warto patrzeć w ten sposób na otoczenie ;)

  7. Myślę, że jest, ale właśnie ten hype na minimalizm wiele złego zrobił. Większość prawdziwych i udawanych minimalistów co innego pisze, a co innego prezentuje w swoim życiu. Jest w tym niespójna. No i odwieczny problem minimalizm i sprzęty Apple’a czy minimalizm i białe ściany. Czy jaki poziom oszczędzania to dziadowanie a jaki nie. Wszystko to kwestia umysłu, przekonań i podejścia. Minimalizm w swojej skrajności też nie jest zdrowy.

    Czasami zastanawiam się czy środowisko nie popełnia błędu skupiając się na materialnej stronie minimalizmu. A moim zdaniem ważniejsza jest ta mentalna, to pozbycie się bycia wiecznie zajętym, nadmiernej pracy jako zombi czy niepotrzebnych zobowiązań. Tak aby zrobić miejsce na coś innego, bardziej wartościowego w życiu. Zastanowić się co to jest to „coś”, co jest ważne dla danego człowieka. Minimalizm poprzez swoje stawianie ograniczeń zmusza do zastanowienia się nad tymi sprawami.

    Trochę pisałem u siebie https://zapisaneoffline.wordpress.com/2016/07/31/minimalizm/

    1. Czy jeśli nie chcę mieć białych ścian i białych mebli (bo lubię efekciarski design) oraz nie mam Maca tylko Della to nie mogę być uznawany za minimalistę w powszechnym tego określenia znaczeniu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *